Apatia cz. 1.
ważał na to. Po prostu szedł,chcąc jak najszybciej znaleźć się w mieszkaniu,z dala od wszystkiego. Załamała go ta dzisiejsza rozmowa. Gdyby chociaż inaczej go przyjęto,miałby może jakieś nadzieje,albo chociaż wyniósłby jakieś nowe doświadczenia. A tak - zmarnował czas i nerwy,zupełnie na próżno. I to nie pierwszy już raz.
Nie wiedział,co poszło nie tak. "Może to moja wina" - myślał. - "Może spodziewali się po mnie czegoś innego? Ale co miałem niby zrobić?". To rozgoryczyło go najbardziej: starał się,a został potraktowany zupełnie obojętnie. Nawet nie wysłuchano go do końca. A przecież kosztowało go to sporo,przygotowywał się starannie kilka dni. Wszystko na próżno. Czuł się podobnie jak sprinter, który po kilkumiesięcznych treningach zostaje z byle powodu,nie ze swojej winy,zdyskwalifikowany tuż przed startem.
Wszedł do starej,niewielkiej kamienicy i po cichu, ostrożnie wchodził po drewnianych,skrzypiących schodach,unikając przytrzymywania się spróchniałej poręczy, której nigdy nie ufał. Przemknął chyłkiem obok drzwi właścicieli,od których wynajmował kawalerkę i dopiero na półpiętrze przyspieszył. Wspiął się jeszcze na jedno piętro i znalazł się przed swoimi drzwiami. Chwilę nasłuchiwał,czy z dołu nie usłyszy kroków gospodarza,bo nie miał ochoty się z nim spotykać i kolejny raz odpowiadać,jak długo jeszcze będzie tu mieszkał. Starszy,chciwy mężczyzna jakimś sposobem wyczuł,że Andrzejowi nie wiedzie się za dobrze i postanowił często sprawdzać go,czy ma pieniądze na czynsz i w razie czego jak najszybciej pozbyć się lokatora.
Andrzej przekręcił klucz w zamku i wszedł do środka,cicho zamykając za sobą drzwi. Znalazł się w ciasnym korytarzyku,skąd przejścia (bez drzwi,które gospodarz kazał zabrać dawno temu,w ramach dziwnie pojętej oszczędności),prowadziły jedne do małego pokoju,drugie do niewielkiej kuchni,trzecie do mikroskopijnej łazienki. Andrzej zdjął niewygodne buty i zrzucił z siebie marynarkę,niedbale wieszając ją na wieszaku. Zajrzał do kuchni,która wyglądała raczej jak duża wnęka czy szafa i wziął stamtąd butelkę z wodą. Wszedł do pokoju i usiadł na jedynym meblu,na którym można było usiąść - wersalce,która w dodatku się nie składała,a w paru miejscach była zarwana. Nalał sobie wody do szklanki i wypił ją jednym haustem.
Nie wiedział,co poszło nie tak. "Może to moja wina" - myślał. - "Może spodziewali się po mnie czegoś innego? Ale co miałem niby zrobić?". To rozgoryczyło go najbardziej: starał się,a został potraktowany zupełnie obojętnie. Nawet nie wysłuchano go do końca. A przecież kosztowało go to sporo,przygotowywał się starannie kilka dni. Wszystko na próżno. Czuł się podobnie jak sprinter, który po kilkumiesięcznych treningach zostaje z byle powodu,nie ze swojej winy,zdyskwalifikowany tuż przed startem.
Wszedł do starej,niewielkiej kamienicy i po cichu, ostrożnie wchodził po drewnianych,skrzypiących schodach,unikając przytrzymywania się spróchniałej poręczy, której nigdy nie ufał. Przemknął chyłkiem obok drzwi właścicieli,od których wynajmował kawalerkę i dopiero na półpiętrze przyspieszył. Wspiął się jeszcze na jedno piętro i znalazł się przed swoimi drzwiami. Chwilę nasłuchiwał,czy z dołu nie usłyszy kroków gospodarza,bo nie miał ochoty się z nim spotykać i kolejny raz odpowiadać,jak długo jeszcze będzie tu mieszkał. Starszy,chciwy mężczyzna jakimś sposobem wyczuł,że Andrzejowi nie wiedzie się za dobrze i postanowił często sprawdzać go,czy ma pieniądze na czynsz i w razie czego jak najszybciej pozbyć się lokatora.
Andrzej przekręcił klucz w zamku i wszedł do środka,cicho zamykając za sobą drzwi. Znalazł się w ciasnym korytarzyku,skąd przejścia (bez drzwi,które gospodarz kazał zabrać dawno temu,w ramach dziwnie pojętej oszczędności),prowadziły jedne do małego pokoju,drugie do niewielkiej kuchni,trzecie do mikroskopijnej łazienki. Andrzej zdjął niewygodne buty i zrzucił z siebie marynarkę,niedbale wieszając ją na wieszaku. Zajrzał do kuchni,która wyglądała raczej jak duża wnęka czy szafa i wziął stamtąd butelkę z wodą. Wszedł do pokoju i usiadł na jedynym meblu,na którym można było usiąść - wersalce,która w dodatku się nie składała,a w paru miejscach była zarwana. Nalał sobie wody do szklanki i wypił ją jednym haustem.
szulcu173, 18.08.2009
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !
| Pseudonim | |
| Wpisz tekst z obrazka: | |
| Tytuł | |
| Treść | |
Nie masz jeszcze konta? Załóż je!







