Apatia cz. 2
ynależność do czegoś,do jakiejś grupy,która go akceptuje. A co za tym idzie,zyskał na chwilę poczucie bezpieczeństwa.
- Poszukaj jakiegoś miejsca, a ja pójdę coś zamówić, ok? - powiedział Bartek. Andrzej zgodził się i dodał:
- Weź od razu cały dzbanek.
- O,to znaczy pijemy dzisiaj na poważnie. Ale masz rację,przyda ci się. - Poszedł w kierunku baru,a Andrzej rozejrzał się po sali i ruszył w stronę wolnego miejsca,które spostrzegł niedaleko wejścia,przy ścianie.
O tej godzinie w lokalu było już sporo osób,większość stolików i wszystkie kanapy rozmieszczone w rogach sali były zajęte. Andrzej usiadł na wygodnym krześle i obserwował siedzących wokół ludzi. Byli to głównie młodzi,zwykle w parach albo grupach,weseli,bawiący się najwyraźniej znakomicie we własnym towarzystwie. Rozmawiali głośno,śmiali się,opowiadali co im się przytrafiło i komentowali wszystko,nieustannie popijając z wysokich szklanek. Andrzej poczuł się dobrze, otoczony ich bliską obecnością,z drugiej strony jednak pojawiło się w nim uczucie zazdrości. Chciał tak jak oni nie myśleć o kłopotach,niepowodzeniach, być swobodnym i wolnym od zmartwień. Chciał na moment stać się jednym z tych beztroskich,mimo iż zdawał sobie sprawę,że oni także mają swoje własne kłopoty,sprawiając jedynie pozory lekkości bytu. Własne życie przytłaczało go,nawet gdy starał się o nim nie myśleć. Zawsze coś przypominało mu o problemach,nie mógł się uwolnić od nich nawet na chwilę. Bał się przyznać nawet przed sobą samym,chociaż wiedział to podświadomie,że w ciągu ostatnich przynajmniej kilku lat ani razu nie był szczęśliwy.
- Poszukaj jakiegoś miejsca, a ja pójdę coś zamówić, ok? - powiedział Bartek. Andrzej zgodził się i dodał:
- Weź od razu cały dzbanek.
- O,to znaczy pijemy dzisiaj na poważnie. Ale masz rację,przyda ci się. - Poszedł w kierunku baru,a Andrzej rozejrzał się po sali i ruszył w stronę wolnego miejsca,które spostrzegł niedaleko wejścia,przy ścianie.
O tej godzinie w lokalu było już sporo osób,większość stolików i wszystkie kanapy rozmieszczone w rogach sali były zajęte. Andrzej usiadł na wygodnym krześle i obserwował siedzących wokół ludzi. Byli to głównie młodzi,zwykle w parach albo grupach,weseli,bawiący się najwyraźniej znakomicie we własnym towarzystwie. Rozmawiali głośno,śmiali się,opowiadali co im się przytrafiło i komentowali wszystko,nieustannie popijając z wysokich szklanek. Andrzej poczuł się dobrze, otoczony ich bliską obecnością,z drugiej strony jednak pojawiło się w nim uczucie zazdrości. Chciał tak jak oni nie myśleć o kłopotach,niepowodzeniach, być swobodnym i wolnym od zmartwień. Chciał na moment stać się jednym z tych beztroskich,mimo iż zdawał sobie sprawę,że oni także mają swoje własne kłopoty,sprawiając jedynie pozory lekkości bytu. Własne życie przytłaczało go,nawet gdy starał się o nim nie myśleć. Zawsze coś przypominało mu o problemach,nie mógł się uwolnić od nich nawet na chwilę. Bał się przyznać nawet przed sobą samym,chociaż wiedział to podświadomie,że w ciągu ostatnich przynajmniej kilku lat ani razu nie był szczęśliwy.
szulcu173, 18.08.2009
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !
| Pseudonim | |
| Wpisz tekst z obrazka: | |
| Tytuł | |
| Treść | |
Nie masz jeszcze konta? Załóż je!







