Pozwólmy życiu żyć. cz.1
To była piękna noc. Gwiazdy migotały na niebie, a w powietrzu unosił się słodki zapach ostatnich dni lata. Było ciepło. Świat przestał być czymś realnym, tworząc dokoła jakąś nieprzeniknioną magiczną aurę. W ciemności dwa światy stapiały się w jeden. Niebieskie oczy zatonęły w zielonych i nie chciały powrócić na powierzchnię, nawet po to, by zaczerpnąć oddechu. Mistyczna chwila zderzenia dwóch istnień, chwila końca świata i wielkiego wybuchu ten świat tworzącego. Czarodziejska chwila, która była zarówno sekundą, jak i godziną. Jednak czas nie pobłaża tym, którzy chcą go oszukać. Złapał tych dwoje i wymierzył karę. W zamian za wykradzione chwile, kazał im dorosnąć w ciągu godziny. Podjąć decyzję o życiu i śmierci. "Jak możesz tak wiele kłaść w nasze ramiona? Nie udźwigniemy tego ciężaru, przecież jesteśmy tacy młodzi!"- krzyczeli do niego zakochani. Czas jednak nie dał się zastraszyć i nie cofną swego wyroku...
Nie do końca wiedziała, co powinna teraz zrobić ale chciała mieć to już za sobą. Ściskając w ręce pieniądze i kartkę z adresem ruszyła szarą ulicą. Kiedy dotarła na miejsce otworzył jej starszy łysawy pan w okularach. Nie pytał po co przyszła , tylko obrzucił ją przenikliwym spojrzeniem i gestem zaprosił do środka. Przez kuchnię i salon zaprowadził ją do małego, służącego za gabinet pomieszczenia. To nie trwało długo. Wyszła z gabinetu z przekonaniem, że pozbyła się kłopotu, ale jednocześnie z poczuciem jakiejś przejmującej pustki w duszy. Kręciło jej się w głowie. Wszyscy ludzie na ulicy zdawali się patrzeć na nią potępiającą, pokazywać ją sobie palcami. Nie mogła dłużej iść tak spokojnie. Musiała uciec przed tymi oskarżycielskimi spojrzeniami. Zaczęła biec.
Wpadła do swojego pokoju i rzuciła się na łóżko. Długo płakała w poduszkę, aż w końcu z wycieńczenia zasnęła.
Śniła się jej armia niemowląt o pustych oczach. Zbliżały się do niej, były blade. Miały sine ręce i usta. Szły powoli, wyciągając do niej dłonie. Im bliżej niej się znajdowały, tym większy przenikał ją chłód, ogarniał bardziej paniczny strach. Upiorne maluchy poruszały ustami jakby chciały coś powiedzieć, ale ona słyszała tylko przenikającą wszystko ciszę. Jedno z dzieci wskazało na nią palcem, a puste oczy obrzuciły ją oskarżycielskim spojrzeniem. Przeszedł ją dreszcz. Bała się, chciała uciekać, ale nie mogła ruszyć się z miejsca. Ogarnął ją paraliżujący strach. Chciała krzyczeć, ale z jej gardła nie wydobywa
| Pseudonim | |
| Wpisz tekst z obrazka: | |
| Tytuł | |
| Treść | |
Nie masz jeszcze konta? Załóż je!







