Opowieści z Przeklętej Doliny: Ucięta Mowa - Rozdział IV (Cz.VII)
naturalna.
- Myślę, że powinniśmy się przyjrzeć tej książce. Za ile może wrócić hrabia? - Nie odrywał wzroku od książki.
- W każdej chwili. Co chcesz zrobić?
Nie odpowiedział. Podszedł do stolika ustawionego pod ścianą, naprzeciwko kredensu i położył książkę na blacie. Kobieta odprowadzała go wzrokiem.
- Postaw świecznik na stoliku, ale nie gaś go. I stań koło stolika skierowana w stronę drzwi.
W czasie, gdy to robiła, Mothman zaczął się przechadzać wolno wzdłuż każdej ściany.
- Czym zajmuje się hrabia w wolnych chwilach? Ma jakieś ulubione miejsce? Ma jakieś hobby?
- Nie wiem. Rzadko wychodzi z tego pokoju. Ale czasem go nie ma i... - zawahała się.
- I? - Zatrzymał się na chwilę. Przyglądał się jej z wyraźnym oczekiwaniem.
- Nie wiem, do czego zmierzasz? Podejrzewasz mnie o coś?
- Póki, co, każdy jest podejrzany - w zamyśleniu podrapał się po trzydniowym zaroście.
- Nikt nie wie gdzie on wtedy jest.
- Dziwne. Ja nie mógłbym wytrzymać w jednym pokoju, mając dyspozycji cały dom. Wspominałaś, że ma więcej pokoi.
- Tak, ale wejście do nich znajduje się w innej części domu. Zetrzesz sobie skórę - widziała, jak co jakiś czas dotykał dłonią ściany.
- Obejrzyjmy tę księgę.
- Tutaj? - Zapytała przerażona. - A jeśli nagle hrabia przyjdzie?
- Wtedy... - niby przypadkowo oparł się o ścianę dłonią i Lady M. usłyszała najpierw przeraźliwe skrzypienie, a potem jej oczom ukazało się ukryte za ścianą mroczne pomieszczenie. - Myślę, że zamyka się samoczynnie po wejściu do pokoju. - Podszedł do stolika, a ściana pozostała odsunięta.
W milczeniu siadł w fotelu i przysunął bliżej świecznik. Kobieta przysunęła drugi fotel i siadła obok Johna, żeby także widzieć książkę. Palcem przesunął po tłoczonym tytule jakby chciał się upewnić, że jest rzeczywisty. Odwrócił okładkę i w świetle świec płonących w świeczniku zobaczył namalowany taki sam znak, jaki widział na płaszczu Strażnika. Nad nim czerwone litery głosiły: Historia Zakonu Ansuzyjczyków.
- Domyślam się, że jest to jakaś sekta - powiedział półgłosem.
- Bardzo groźna.
- Zakładam, że czytałaś tę książkę - spojrzał pytająco na kobietę.
- Tak, ale bardzo dawno temu. Mimo to myślę, że uda mi znaleźć w niej coś, co może nam się przydać.
- To poszukaj, ja muszę chwilę pomyśleć.
Podał jej książkę, a ona z werwą zaczęła ją przeglądać.
Konrad Staszewski
- Myślę, że powinniśmy się przyjrzeć tej książce. Za ile może wrócić hrabia? - Nie odrywał wzroku od książki.
- W każdej chwili. Co chcesz zrobić?
Nie odpowiedział. Podszedł do stolika ustawionego pod ścianą, naprzeciwko kredensu i położył książkę na blacie. Kobieta odprowadzała go wzrokiem.
- Postaw świecznik na stoliku, ale nie gaś go. I stań koło stolika skierowana w stronę drzwi.
W czasie, gdy to robiła, Mothman zaczął się przechadzać wolno wzdłuż każdej ściany.
- Czym zajmuje się hrabia w wolnych chwilach? Ma jakieś ulubione miejsce? Ma jakieś hobby?
- Nie wiem. Rzadko wychodzi z tego pokoju. Ale czasem go nie ma i... - zawahała się.
- I? - Zatrzymał się na chwilę. Przyglądał się jej z wyraźnym oczekiwaniem.
- Nie wiem, do czego zmierzasz? Podejrzewasz mnie o coś?
- Póki, co, każdy jest podejrzany - w zamyśleniu podrapał się po trzydniowym zaroście.
- Nikt nie wie gdzie on wtedy jest.
- Dziwne. Ja nie mógłbym wytrzymać w jednym pokoju, mając dyspozycji cały dom. Wspominałaś, że ma więcej pokoi.
- Tak, ale wejście do nich znajduje się w innej części domu. Zetrzesz sobie skórę - widziała, jak co jakiś czas dotykał dłonią ściany.
- Obejrzyjmy tę księgę.
- Tutaj? - Zapytała przerażona. - A jeśli nagle hrabia przyjdzie?
- Wtedy... - niby przypadkowo oparł się o ścianę dłonią i Lady M. usłyszała najpierw przeraźliwe skrzypienie, a potem jej oczom ukazało się ukryte za ścianą mroczne pomieszczenie. - Myślę, że zamyka się samoczynnie po wejściu do pokoju. - Podszedł do stolika, a ściana pozostała odsunięta.
W milczeniu siadł w fotelu i przysunął bliżej świecznik. Kobieta przysunęła drugi fotel i siadła obok Johna, żeby także widzieć książkę. Palcem przesunął po tłoczonym tytule jakby chciał się upewnić, że jest rzeczywisty. Odwrócił okładkę i w świetle świec płonących w świeczniku zobaczył namalowany taki sam znak, jaki widział na płaszczu Strażnika. Nad nim czerwone litery głosiły: Historia Zakonu Ansuzyjczyków.
- Domyślam się, że jest to jakaś sekta - powiedział półgłosem.
- Bardzo groźna.
- Zakładam, że czytałaś tę książkę - spojrzał pytająco na kobietę.
- Tak, ale bardzo dawno temu. Mimo to myślę, że uda mi znaleźć w niej coś, co może nam się przydać.
- To poszukaj, ja muszę chwilę pomyśleć.
Podał jej książkę, a ona z werwą zaczęła ją przeglądać.
Konrad Staszewski
KonradStaszewski, 10.01.2008
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !
| Pseudonim | |
| Wpisz tekst z obrazka: | |
| Tytuł | |
| Treść | |
Nie masz jeszcze konta? Załóż je!







