Opowieści z Przeklętej Doliny: Ucięta Mowa - Rozdział IV (Cz.VIII)
Opowieści z Przeklętej Doliny:
Ucięta Mowa
Rozdział IV
Co chwilę zamykał oczy i otwierał je tylko gdy pokazywała mu pewne opisy. Analizował fakty. Co jakiś czas dochodziły nowe. Książka była ciekawa, a Lady M. umiała szybko znaleźć najważniejsze rzeczy. Wiedział już, kiedy powstał Zakon, z raczej sekta, kto stał na jego czele i jakie miał źródła pochodzenia. Mniej więcej też orientował się w regułach życia i zasadach postępowania. Ale to była historia. Nadal jednak nie wiedział, czym ansuzyjczycy zajmowali się obecnie.
- Nic więcej na razie nie znajdę.
- Myślę, że to chwilowo powinno nam wystarczyć. Jutro sprawdzę informacje. Chodźmy, zrobiło się późno. Książkę weźmiemy ze sobą - może się nam jeszcze przydać. Cagliostro ma tu tyle książek, że z pewnością nie zauważy jak sobie jedną od niego pożyczymy.
Lady M. nie protestowała. Odstawiła fotel na swoje miejsce, zabrała świecznik ze stolika, a pozostałe zgasiła.
- A co z ukrytym przejściem?
- Musi tak zostać - odpowiedział John wychodząc z pokoju. - Może się samo zamknie.
Kobieta podążyła za nim. Zamknęła drzwi i przekręciła klucz w zamku. W milczeniu zeszli po schodach. Na piętrze doleciał do nich zapach obiadu. Unosił się po całym domu.
- Chyba dzisiaj znowu zjemy sami - uśmiechnęła się. Detektyw nie miał nic przeciwko temu.
* * *
Cagliostro i prawnicy, wszyscy trzej domyślali się gdzie może przebywać Nikki Mothman i kto może jej pomagać. Każdy z nich chciał ją wydostać z ukrycia.
Ksiądz Hugon wszedł do bocznej kapliczki przy klasztorze i ukląkł na ziemi. Nie zważał na kałuże i błoto. W milczeniu pogrążył się w modlitwie. Postanowił zaopiekować się dziewczyną, ale potrzebował siły i wiary, oświecenia od Boga. Wierzył, że gorąca i szczera modlitwa pomoże mu. Może z czasem odnajdzie jakąś rodzinę Nikki. Na razie musi pomóc biedaczce. Jego przyjaciółka nie powiedziała mu, co jej grozi, ale nie miał wątpliwości, że chodziło o życie Nikki. A to było teraz dla niego najważniejsze.
Tak się zapomniał w modlitwie, że przestał całkowicie słyszeć, co się dzieje dookoła niego. Nie słyszał zbliżających się do niego kroków. Miał zamknięte oczy, żeby lepiej się skupić i nie widział nawet cienia rzucanego przez atakującego go napastnika.
Pierwszy cios pobawił go przytomności. Ksiądz nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Zabójca pochylił się nad nieprzytomnym ciałem
KonradStaszewski, 10.01.2008
Strony: 1 2
Wasze opinie
Nikt jeszcze nie dodał tu swojego komentarza. Bądź pierwszy !
| Pseudonim | |
| Wpisz tekst z obrazka: | |
| Tytuł | |
| Treść | |
Nie masz jeszcze konta? Załóż je!







